Wyrywacz serc

Wyrywacz serc powstał w ramach OFF POLSKA

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Współczesny teatr lalki, formy i przedmiotu stał się kanwą dla surrealistycznej i pełnej symboliki literatury Borisa Viana. Spektakle premierowe zostały zaprezentowane w październiku 2022 roku w Krakowie, Katowicach i Wrocławiu. W każdym z miast korzystano z gościnności teatrów offowych, niezależnych oraz instytucjonalnych. Przedstawienie zagościło również na festiwalach Klamra w Toruniu oraz Pociąg do miasta w Gdyni.

Autor: Boris Vian
Przekład: Marek Puszczewicz
Scenariusz i reżyseria: Kamil Katolik
Scenografia: Tomasz Frąszczak, Kamil Katolik, Bartosz Socha
Muzyka: Kamil Zawiślak
Choreografia: Artur Fredyk
Obsada: Tomasz Frąszczak, Kamil Katolik, Bartosz Socha

„Wyrywacz serc” to przewrotna, groteskowa opowieść o naturze człowieka — jego słabościach i sile, potrzebie miłości i lęku przed nią, manipulacji, zniewoleniu oraz nieustannym dążeniu do wolności.

Bohaterem spektaklu jest psychiatra Zmar, który w wyniku pozornie bezcelowej wędrówki trafia do niewielkiej wsi położonej nad Czerwonym Strumieniem. Spotyka tam mieszkańców i ich osobliwy świat, w którym znane nam wartości zostają odwrócone, zdeformowane i pokazane w krzywym zwierciadle. Panują tu okrutne zasady: zwierzęta traktowane są bez litości, starcy stają się przedmiotem żerowania, a praca dzieci jest czymś naturalnym. Zmar z dystansem i psychoanalityczną ciekawością obserwuje mieszkańców oraz ich praktyki — handel ludźmi, bunt przeciwko kaznodziei, który nie chce sprowadzić deszczu, czy rodzinne relacje, w których zaborcza miłość matki staje się formą zniewolenia własnych dzieci.

Początkowo Zmar pozostaje obserwatorem. Z czasem jednak coraz bardziej zanurza się w rzeczywistości wsi. Wdaje się w przelotne romanse, ulega prymitywnym popędom i stopniowo upodabnia się do jej mieszkańców. Traci dystans, moralny kompas, a wraz z nim — własne człowieczeństwo. Coraz trudniej odpowiedzieć mu na pytanie, czy duszę, którą właśnie traci, kiedykolwiek naprawdę posiadał.

Przełomem staje się śmierć Glorii, przyjaciela i zarazem swoistego sumienia całej wioski. To wydarzenie wyrywa Zmara z obojętności i prowadzi do buntu przeciwko okrutnym regułom tego świata.

Teatr formy, przedmiotu i lalek

Spektakl wykorzystuje język teatru lalki i przedmiotu, traktując formę nie jako dekorację, lecz jako równoprawnego uczestnika opowieści. Lalka pozwala przekroczyć granice tego, co możliwe dla człowieka — deformować rzeczywistość, nadawać przedmiotom nowe znaczenia i tworzyć świat rządzący się własnymi prawami.

Na scenie pojawiają się m.in. lalka-matka, półlalka służącej, animowana na kamieniu Gloria, para-ludzki Zmar, odczłowieczony proboszcz oraz groteskowy, maskowy diabeł. Towarzyszą im kawałki drutu, fragmenty zardzewiałych narzędzi i elementy para-lalkowe. Z pozornie prostych, surowych materiałów powstaje intensywny, niepokojący świat, w którym granica między człowiekiem, przedmiotem i lalką nieustannie się zaciera.

Forma spotyka się tu z emocją, słowo z gestem, a absurd z rzeczywistością. Świat wykreowany przez pisarza lat 50. zostaje zderzony ze współczesną wyobraźnią, techniką i językiem scenicznym. Jazzowa muzyka i taniec inspirowane latami 50. przeplatają się ze współczesną elektroniką i muzyką graną na żywo przez DJ-a, który komentuje wydarzenia sceniczne muzycznymi „dogrywkami”.

Symbolika, prostota i absurd tworzą spójną wizję świata, w którym groteska nieustannie sąsiaduje z okrucieństwem, a pozornie odległa rzeczywistość zaczyna niepokojąco przypominać naszą własną. „Wyrywacz serc” stawia pytania o granice człowieczeństwa, o cenę wolności i o to, jak łatwo — w świecie odwróconych wartości — samemu stać się częścią mechanizmu, przeciwko któremu chcieliśmy się buntować.

Recenzje spektaklu „Wyrywacz serc”

Ewa Kubiak – aktorka, reżyserka, freelancerka

Zacznę od tego, że polecam, bo to ciekawa propozycja. Coś przemyślanego i nieszablonowego. Spektakl, który ma wartość artystyczną. Kiedy ostatnio taki widzieliście?

Nie wiem, czy wynika to z twórczości Viana, czy z wyboru twórców spektaklu, ponieważ nie miałam dotychczas okazji osobiście spotkać się z tą literaturą, co po zobaczeniu jej scenicznej adaptacji chętnie nadrobię. Zdecydowanie podoba mi się jednak zawarta w spektaklu aktualność spojrzenia na społeczne uwarunkowania.

I tu, uwaga, nie podam streszczenia fabuły. Przede wszystkim dlatego, że nie lubię czytać streszczeń spektakli. Poza tym w teatrze lalkowym część scen to obrazy, więc siłą rzeczy, opisując to, co widziałam i zapamiętałam, zaszczepię Wam swoją interpretację. To był spoiler alert, ale ufam, że ciekawość w Was zwycięży i przeczytacie dalej.

Co szczególnie zapadło mi w pamięć, to sposób przedstawienia dominującej wielkością, apodyktycznej kobiety-matki. Towarzyszymy jej od momentu porodu.

Możemy domyślać się, że jest osobą wykształconą, ale wchodząc w rolę matki, odrzuciła swoją „miejskość” czy też rodzaj „postępowości” i stała się zwolenniczką „tradycji”.

Jako matka zostaje odcięta od siebie, swojego ciała, swoich pragnień, swojej seksualności. Jest zdumiona, gdy podczas samotnej podróży — w rozumieniu dosłownym lub metaforycznym — odkrywa, że cielesne odczucia jednak jej dotyczą.

Przecież jako matka istnieje już tylko dla dzieci. Teraz cel jej życia to wychowanie.

Ale jak człowiek, który w zgodzie ze społecznymi normami pozbawił się, czy też został pozbawiony, podmiotowości, może ukształtować nowego człowieka?

Pozbawiając go tego, czego sam nie posiada: wolności.

Podcinając skrzydła, wciskając do klatki norm, które ograniczają naturalne zdolności i odmawiają jednostce indywidualności.

Interesujące jest też ukazanie w spektaklu mężczyzny-ojca. On również zostaje pozbawiony podmiotowości. Jest ojcem, czyli tym, który „spłodził”. „Spłodził” — zrobił swoje — może odejść.

Męskość jest przy tej dominującej matczyności zupełnie skarlała, wycofująca się.

Może jeszcze próbuje zawalczyć o swój wpływ na rzeczywistość, ale ostatecznie wycofuje się. Nie odchodzi od razu. Na swój sposób walczy — zadaje pytania, ale sam sobie udziela przy tym odmownych odpowiedzi.

Mówi: ona jest matką; ona wie lepiej.

W przedstawionej rzeczywistości odejście wcale nie daje mężczyźnie wolności. Wręcz przeciwnie — sprowadza go do płynięcia nurtem rzeki odrzuconych, zbędnych — tych, których pochłonął „wstyd”.

To nie jest banalna krytyka „patriarchatu”. Na szczęście! Bo jesteśmy już o wiele dalej w rozważaniach na ten temat.

Nie jest też krytyką wprost. Jako widz mogę sobie tę krytykę wyinterpretować, oglądając piękny, złożony, momentami przerażająco smutny, wykreowany świat.

Za tę możliwość bardzo twórcom dziękuję: za spektakl poruszający wizualnie i stymulujący intelektualnie.

Dziękuję też za subtelne, zmysłowe, zabawne i jednocześnie (!) dosadne — jak to osiągnęliście? — sceny intymne i erotyczne.

Oczywiście spektakl ma więcej wątków i z pewnością więcej możliwości interpretacji.

Czy coś bym skrytykowała? Tak, ale to detale, więc nie będę się rozdrabniać.

Idźcie zobaczyć i przekonajcie się sami/same/sam_.

<